|
KAMPANIA „KRYSZTAŁ WŚRÓD LODU” SPRAWOZDANIE Z SESJI II : ZBYT GŁĘBOKO Data: 15.02.2010 So listen, listen to me I can feel your eyes go thru me Listen […] You know I want to but I'm in too deep.
Zazwyczaj pierwszy raz jest tym najtrudniejszym. To sprawozdanie jest tego przykładem bo nie muszę już opisywać genezy całego tego przedsięwzięcia i mogę od razu przejść do sedna. Wczorajsza sesja, druga którą poprowadziłem, potwierdza powyższe twierdzenie równocześnie mu przecząc. Podszedłem do niej ze zdecydowanie większą pewnością siebie niż za pierwszym razem, byłem lepiej przygotowany, lecz mimo to okazało się, że trzeba zrobić więcej. Porównując sesję drugą z założeniami, które sobie uknułem muszę uznać ją za porażkę.
Tym razem miała być nas piątka, gdyż w poczet graczy wszedł Sergi van Oli, dla którego było to zupełnie nowe przeżycie – z papierowymi RPGami jeszcze się nie zetknął. W kolejności: Tezuki, ja , Nild, Roan i Sergiusz stawiliśmy się w pizzerii „Extreme”, gdzie na szczęście znalazł się dla nas zaciszny kąt. Wspominałem o lepszym przygotowaniu z mojej strony: wchodził w nie pakiet rysunków, który zgodnie z zasadą „jeden obraz - tysiąc słów” miał przybliżyć graczom wygląd kluczowych postaci, pomieszczeń itp. Kiedy wszyscy już się rozsiedli, omówiliśmy wszystkie aspekty awansu na poziom drugi przystąpiliśmy do rozgrywki. Historia rozpoczęła się w momencie, w którym skończył się wstęp: nasi bohaterowie wygodnie usadowieni w juggernaucie podróżują do kopalni, gdzie mają zająć się problemem agresywnych robaków rozsmarowujących górników po ścianach. Znajomy z poprzedniej sesji: krasno... banyar Hrothmund wciąga w siebie kolejne hektolitry alkoholu wprowadzając w czyn zasadę, że kaca trzeba zapić. Postać Nilda – Jerast (już ma imię !), postanowiła skorzystać z okazji i postawiła 20 kredytów, że górnik wytrzyma pijacki maraton aż do ich przyjazdu do kopalni. Nie minęło jednak wiele czasu, gdy spokojna atmosfera została zakłócona- pojazdem niespodziewanie zatrzęsło i wszyscy znaleźli się na ziemi. Gdy postać Roana- Trych wstał odkrył, że kabina pilota jest rozbita, a on sam nieprzytomny. Wraz z Jerastem wyniósł go na dwór skąd mogli lepiej ocenić sytuację – tylne koła Juggernauta zwisały nad przepaścią, a cała machina obsuwała się jeszcze bardziej. Nagle okazało się, że brakuje Hrothmunda. Nikto i klon zawrócili do środka i po wielu testach na akrobatykę (mocno trzęsło i do tego na ziemię rozlało się piwo) wydostali banyara na zewnątrz, tym samym zarabiając u niego następny dług życia (poprzednim razem Nild ocalił go od gniewu żony). W akcji ratunkowej pomógł Tezuki, który ustabilizował pojazd Mocą. Żeby zbyt się nie rozpisać wspomnę tylko, że pojazd wyciągnięto, naprawiono, ale pilot nie nadawał się do prowadzenia. Dlatego zaradny Hrothmund wyszedł przed szereg i słowami „nie takeśmy żagernoty ze szwagrem na wojnie prowadzili” zaoferował się jako jego zastępca. W tym miejscu Trych podziękował za współpracę, zostawił jadący odtąd zygzakiem wehikuł i resztę drogi do kopalni pokonał na piechotę. Wszystkiemu temu przyglądał się Sergi, którego postać jak na razie się nie pojawiła. Wkrótce nadeszła jednak pora jego debiutu.
Bohaterowie dotarli na teren kopalni, gdzie Yuki (Tezuki) zauważył człowieka o ciemniejszej karnacji, który oparty o ścianę palił zioła. Zabrak poprosił go o poczęstunek i rozmowa już miała się rozpocząć gdy głos z interkomu wezwał wszystkich górników do powrotu do pracy. Niedługo później zmiana rozpoczęła się także dla najemników. Pan Kagi wysłał drużynę A (tak, to nasi gracze) na poziom trzeci, gdzie ma czekać na nich jeden z górników, który zostanie przywódcą grupy i dopilnuje żeby „sprzedajne zbiry nie zrobiły niczego głupiego”. Tym górnikiem, jak nietrudno się domyślić okazał się właśnie Segiusz, a dokładniej Suigres, bo w końcu jakoś trzeba go powiązać z pozostałymi. Mijając po drodze tunele pełne pracujących górników nasza czwórka dotarła do grodzi bezpieczeństwa, która oddzielała ich od najbardziej niebezpiecznych tuneli, gdzie ataki robaków były odnotowywane najczęściej. Masywne wrota otworzyły się i drużyna zanurzyła się w mrok. Yuki i Suigres szybko zaczęli odczuwać niepokój – coś było nie tak. Oboje wykonywali co jakiś czas rzut na siłę woli, które dla Sergiego wchodziły dość dobrze, Tezuki wylądował jednak dwukrotnie na ziemi pozbawiony przytomności. Doświadczył wówczas wizji, które kończyły się dla niego wyborem: utarta punktu Mocy lub otrzymanie punktu Ciemnej strony. Okazało się, że Tezukiemu Ciemna strona nie przeszkadza i jego pula powiększyła się o dwa. Eksploracja tuneli postępowała poprzez odrywania kawałków papieru, którym przysłonięta była mapka. Nieomylny zmysł Suigresa zaprowadził ich w ślepy zaułek zamieszkały przez robaki w liczbie trzech. O tym, że Yuki jest Jedi Trych już wiedział- teraz, gdy ludzki górnik wyciągnął miecz odkrył, że on też ma jakieś związki z Zakonem, co nie wpłynęło za dobrze na jego opinię o nowym członku ich drużyny. Jerast także nie był zachwycony. Walka przebiegła w miarę szybko i skończyła się zmianami w strukturze zarządzania- górnik stracił stanowisko przywódcy. Zauważyłem za to, że Sergiuszowi całkiem podoba się całe to rzucanie kostkami – dobry znak. Jakieś dwa ślepe zaułki dalej bohaterowie dotarli do celu: legowiska królowej. Cała komora była wypełniona jajami, z których miały wykluć się nowe potwory zagrażające bezpieczeństwu kopalni. Oprócz moralnej nagrody, jaką było uratowanie życia wielu górnikom na graczy miała także czekać dodatkowa wypłata w wysokości 1000 kredytów. Problemy rozpoczęły się po wejściu do legowiska. Zaburzenie w Mocy skoncentrowała się na sklepieniu jaskini i odcięło drużynie A (wiem jak to brzmi) drogę powrotną. Wyglądało na to, że jedyna szansa na wydostanie się znajdowała się za plecami królowej. Rozpoczął się pojedynek, który był moją największą porażką pod względem walk tej sesji. Królowa nie stanowiła dla graczy właściwie żadnego wyzwania- skutecznie ostrzeliwali ją z oddali i szybko, nie zadając zbyt wiele obrażeń jej masywny korpus, grany w miniaturkach przez pająka z Dagobah, legł na ziemi. Droga za jej plecami stanęła otworem: było to wydarte w ścianie skalnej przejście prowadzące do korytarza wypełnionego światłem pochodni. Jego ściany zapisane były dziwnymi inskrypcjami w nieznanym języku.
Pomiędzy rozstawionymi co pewien czas pochodniami znajdowała się zaciemnione obszary. Jeden z nich był miejscem pierwszej zasadzki. Z góry, w środek grupy wpadli dwaj niezwykli napastnicy- szkielety Massassich poruszane przez nieznaną siłę. Zardzewiały topór okazał się dla Yukiego niebezpieczną bronią – truposz wyrzucił krytyka i sprowadził stan punktów życia młodego Jedi do niepokojącego stanu. Walka nie była jednak trudna z pewnego względu- wystarczył strzał w miednicę, by stwory upadły na ziemię wyłączone z walki. Następnie przyszła pora na salę z zagadką mocno zainspirowaną Indianą Jonesem. Podłoga pomieszczenia była wypełniona płytkami z literami Aurebesha. Gracze mieli odkryć właściwą ścieżkę- każdy błąd groził upadkiem w przepaść. Jako że Roan musiał już nas opuścić jego postać postawiła jako pierwsza nieostrożny krok i poleciała w dół. Szczęśliwie trafiła na nieckę prowadzącą do sieci tuneli. Tymczasem Nild, Tezuki i Sergi przystąpili do rozszyfrowywania inskrypcji, która miała im podpowiedzieć jak dostać się na drugą stronę sali. Znaleźli napisy w Aurebeshu, które wykonałem na wielu z pozostałych rysunków i po pewnym czasu napis stał się dla nich czytelny: Krocz drogą potęgi. Reszta była formalnością. Odszukali właściwe płytki układające się w napis „ciemna strona” i przeszli po nich opuszczając tym samym pomieszczenie. Jak dla mnie był to najlepszy moment sesji: serce mi rosło, gdy obserwowałem znad pizzy jak gracze wspólnymi siłami, nachyleni nad kartkami próbują rozszyfrować symbole. Następnie dotarli do największej z sal znajdujących się w ruinach: mieściła ona sarkofag i gwiezdną mapę. Najistotniejszym przedmiotem, który w sobie mieściła był jednak lewitujący na piedestale holocron Sithów. Tajemniczy artefakt niczym pierścień co to wszystkie pozostałe w ciemności związał zadawał wrażliwym na Moc Yukiemu i Suigresowi potężny mentalny ból. Dochodzimy tym samym do jednej z bardziej niezręcznych sytuacji sesji. Tezuki wykonał test na siłę woli i użycie Mocy. Wyszły one na tyle dobrze, że wziął przedmiot do ręki. Sergiusz nawoływał go do zostawienia go i przekazania w ręce Jerasta, który był niewrażliwy na Moc przez co podszepty do niego nie docierały. Niezręczna, przeciągająca się sytuacja ciągnęła się w nieskończoność. Gracze nie wiedzieli co mają dalej zrobić. W końcu udało się dojść do jakiś wniosków i wszyscy ruszyli do wyjścia. Wtedy drogę zagrodził im imperialny inkwizytor. Kell Talah pojawił się niespodziewanie i wytłumaczył im sytuację: jego zadanie, zdobycie holocronu, nosiło najwyższy szczebel tajności i żadne z nich nie może opuścić tej sali żywe – z racji tego że doszli tak daleko ich umiejętności zostały jednak przez niego docenione i doszedł do wniosku, że wykazują potencjał który Imperium może wykorzystać. Sondując umysły graczy próbował dowiedzieć się o nich jak najwięcej. Test na siłę woli w przypadku Sergiusza wyszedł bardzo dobrze przez co Talah odkrył tylko jego imię i przynależność – Suigres był Jensaarai). W przypadku Tezukiego poszło zdecydowanie gorzej i inkwizytor odkrył traumatyczny sekret z jego dzieciństwa. Odpowiedź Jerasta i Suigresa na propozycję współpracy była jednoznaczna: „nie”. Yuki stwierdził za to „ nie wiem”. Reakcją Kella były dwa beznamiętne zdania: „Rozumiem. W takim razie będziecie płonąć”. Rozpoczęła się skazana na porażkę walka (inkwizytor miał 500 punktów życia, bohaterowie ponad 30). Sergiusz wylądował na ścianie uderzony przez błyskawicę Mocy. W ogniu pojedynku miecz Yukiego został szybko przecięty, czyniąc go tym samym bezużytecznym. Pojedynek szybko zbliżał się do nieuniknionego końca - śmierci bohaterów. Szczęśliwie gdy Sergi upadł na ścianę wyczuł że ma za plecami tajne przejście, które w końcu udało mu się otworzyć. Gracze resztkami sił, większość z nich poważnie poraniona, uciekli do tunelu. Jerast wyciągnął zapasowy rdzeń zasilania swojego kombinezonu, wyrzucił go za siebie i strzelił do niego w locie. Skupiona energia wydostała się w wybuchu, który zwalił część stropu przejścia i odciął inkwizytorowi drogę. Uciekając tajnym tunelem bohaterowie znaleźli Trycha, który po swoim upadku w sali- zagadce przemierzał je w poszukiwaniu wyjścia. Wspólnymi siłami drużyna będąca znów w komplecie niedługo potem je odnalazła. Jeden z korytarzy doprowadził ich na świeże powietrze, na górską grań. Byli jednak poważnie ranni, ich kombinezony chroniące przed zimnem uszkodzone, a mroźna noc zbliżała się wielkimi krokami.
Jak pisałem - poszło nie najlepiej. To co w mojej głowie wydawało się dobrym pomysłem i niosło ze sobą pewien klimat, jakąś siłę przekazu na sesji wydawało się często płaskie i nijakie. Szczególnie zabolało mnie, że finalne spotkanie z Kellem Talah, które miało być kluczem dla rozwoju fabuły wypadło niewyraźnie. Walki cierpiały z racji mojego braku doświadczenia. Okazały się za łatwe i zbyt monotonne. Nild poradził mi by wplatać opisy akcji które podejmują bohaterowie i ich przeciwnicy podczas starcia – zdecydowanie dobry pomysł bo do tej pory było tego za mało. Z bossów chciałem zrobić coś w rodzaju tych zagrażających graczom w „World of Warcaft”, lecz wyszło jak wyszło (Nild wysłał mi nawet później podobną poradę - jest nad czym myśleć). Niestety- moja niepewność w mechanice ciągle daje się we znaki. Może problem leży w zbyt dużej liniowości ? Założyłem sobie pewien plan wydarzeń i jak było widać finał wyszedł niezręcznie – gracze utknęli w impasie. Widzę także problem w roleplayingu. Kiedy brałem udział w sesji RPG Roana miałem wielkie kłopoty z odpowiednią grą: powiedział in-character może z kilka zdań, większość czasu opisywałem co moją małomówna, outsiderska postać robi. Prowadzenie własnej sesji było czymś w rodzaju terapii szokowej: musiałem zostać narratorem, bo inaczej nic nie pójdzie naprzód. Zauważyłem, że zaangażowanie się sprawia mi nawet przyjemność: udawanie krasnoluda, czy pilota juggernauta poszło mi lżej niż podejrzewałem i mam nadzieję, że jeśli mi uda się otworzyć (bo jeszcze trochę się przyda) podobnie będzie z wami. Jeśli to ma się udać potrzeba będzie żeby każdy z was poznał motywację swojej postaci, dlaczego jest tam gdzie jest i co planuje na przyszłość. Grozi nam silny rozłam, a nie pomaga fakt, że jedna połowa drużyny nienawidzi drugiej połowy. Może wypadałoby żebym porozmawiał kiedyś osobno z każdym z Was by poznać waszą wizję przyszłości - jeśli rozpadu nie da się uniknąć może jakoś uda się go włączyć w rozgrywkę ? No starczy już na dziś- jeszcze kilka zdań podsumowania. Chciałbym was przeprosić jeśli sesja was rozczarowała. Następna już za 11-cie godzin, będzie ona prawdopodobnie znacząco różna od poprzedniej – pełna desperackiej improwizacji i wielu możliwości działania jakie się przed wami otworzą. Czego można się spodziewać ? Od szału po totalną katastrofę ;).
Katarn
|