|
WYPRAWA DO SKIERNIEWIC Data: 07.05.2011 Trudno nie zauważyć, że wizyty u naszych braci w rozumie ze skierniewickiego fanklubu należą do rzadkości. „Rzadkość” to pewnie za duży eufemizm, bo ostatnio ŁFSW udało się z oficjalną delegacją do „Utapau”... ponad dwa lata temu. Przed kilkoma miesącami na naszym forum zaczęła się toczyć dyskusja, która wkrótce przerodziła się w zapowiedź nowej ekspedycji do Skierniewic. Wodzirejem oraz kierownikiem wycieczki został Roan, który zarzucił temat. I tym pięknym sposobem, 7-ego maja 2011 o godzinie 12:00, uczestnicy wyprawy zebrali się przed ŁDKiem. Byli to: Nelani, Codix, ExKaiser, Roan oraz - piszący te słowa - Katarn. W czasie, gdy my wyprawiliśmy się hen za góry i za lasy, pozostali na miejscu fanklubowicze zorganizowali 43-ie spotkanie ŁFSW.
Czym byłaby podróż bez licznych i niespodzianych kłopotów, które czekają po drodze ? Pewnie czymś mniej nerwoszarpnym, ale o ileż nudniejszym. Nasze kłopoty zaczęły się już przy kasie na dworcu Łódź Fabryczna, gdzie podejście „Ja wezmę to co ten pan/pani przede mną” skończyło się błędnie wydanymi czterema biletami. Czas nieubłaganie tykał, odjazd zbliżał się coraz bardziej, a biletów wciąż nie było. Szczęśliwie kryzys został zażegnany w porę, dzięki czemu obyło się bez dramatycznych pościgów za uciekającym pociągiem. Droga mijała nam na dysputach różnej wagi i treści. O dziwo wspomnieliśmy też coś o „Gwiezdnych wojnach”. Z ważniejszych wydarzeń po drodze: udało się nam znaleźć cztery wolne miejsca i jedno wolne w pobliżu. ExKaiser dokonał ekstrakcji z plecaka batonika marki „Twix” w stanie półpłynnym. Zaobserwowano także za oknem obecność krowy, sztuk jeden.
Po około godzinie naszym oczom nareszcie ukazał się napis „Skierniewice”. Dworzec, na którym wysiedliśmy przywitał nas swojskim designem fabrycznej cegły. Wkrótce pojawił się uzbrojony w rower Szychu, który posłużył za przewodnika i dostarczył nas na miejsce dzisiejszego spotkania SSFGW „Utapau” (spróbujcie powiedzieć to trzy razy szybciej). W drodze zauważyliśmy prężący się dumnie na piedestale czołg, który wzbudzil nasze zainteresowanie, acz niestety skończyło się tylko na podziwianiu blaszaka z oddali. Niezabawem dotarliśmy na miejsce. Po krótkiej wędrówce przez schody, korytarze i hole, doczłapaliśmy się do sali, gdzie spędziliśmy następnych kilka godzin w towarzystwie fanów ze Skierniewic. Miło było zobaczyć znajome twarze Thingola i Lorda W (który najwyraźniej nawet zapamiętał mój nick !). Nie minęło wiele czasu jak zabraliśmy się do gry w Selleriadę – quiz wiedzowy poprowadzony przez Mistrza Sellera. Podzieliliśmy się na dwie drużyny, a odpowiadać mogliśmy w pięciu kategoriach: Bardzo stara republika, Wojny Klonów, Czasy Imperium, Nowa Republika i NEJ/Dziedzictwo. O ile się nie mylę żadna z drużyn nie pomyliła się przy żadnym z pytań, acz moja grupa wygrała dzięki utrafieniu w pytania o wyższej wartości punktowej. Zdarzyło się nawet kilka sytuacji, gry zagięliśmy prowadzącego („Ale Miraluki pochodzą z Alpheridies, a nie z Katarru." Problem w tym, że ich rodzinna planeta jest nieznana, a Alpheridies to przybrana ojczyzna, więc zagięcie z lekka nie wyszło :/).
Później zaproponowaliśmy klasyczną już zabawę, którą często zagryzaliśmy podczas spotkań ŁFSW na rozgrzewkę – wisielec. Szybko jednak zabraliśmy się za coś bardziej kreatywnego – mianowicie kalambury. Podzieliśmy się na dwie drużyny, tym razem według miast, na ŁFSW i Utapau. Pytania były przeróżne: postaci, cytaty, zdania, fanklubowe. Niektóre z nich okazały się całkiem pokrętne. W końcu jak pokazać „To nieuniknione. Dołącz do mnie”? Inne hasła dotyczyły z kolei historii "Utapau", gdzie przewaga skierniewiczan była oczywista, ale na szczęście tylko raz trafiliśmy na tą kategorię. Podczas pokazywania haseł w ruch szły ręce i nogi lub tablica, na której mogliśmy (prawie wypisanym) markerem narysować podpowiedź dla drużyny. Zabawy było przy tym sporo, śmiechu nie zabrakło. Przyznaliśmy, że takich kalambur przydałoby się u nas więcej. Ostatecznie w tej konkurencji przegraliśmy, ale tylko o kilka punktów, a początkowo przewaga przeciwników była całkiem znacząca.
Następnie zajęliśmy się SellerWho – drugą z gier przygotowanych przez Mistrza Sellera. Polegała ona na odgadnięciu imienia postaci pokazanej na obrazku. Tym razem zdarzyły się dwie wpadki, z czego na jednej moja drużyna skorzystała, a na drugiej straciła co poskutkowało naszą przegraną. Pewnie już wychwyciliście ten schemat: dzisiejsze spotkanie „Utapau” opierało się na wspólnych grach. I to rozwiązanie wydało się dziś sprawdzać. Ostatnim punktem programu okazał się być quiz dla nerdów przeprowadzony przez Thingola. Tutaj poziom był już wyższy i błędów zdarzało się więcej. Zebraliśmy się w dwie drużyny. W skład jednej weszli: Codix, Roan oraz kolega, którego nicka niestety nie kojarzę, acz widoczny jest na zdjęciu, usilnie próbując ułożyć kostkę Rubika. Skład drugiej drużyny to: Nelani, Katarn, ExKaiser. Ostateczne stosunkiem punktów 20 do 12 wygrała moja drużyna.
Koniec quizu wyznaczył też koniec oficjalnej części spotkania, co Roan przyjął z błogą ulgą, gdyż w końcu mógł jakoś odratować się od śmierci głodowej. Wraz z Szychem, Thingolem i Lordem W udaliśmy się do pobliskiej restauracji, gdzie rozmowy i konsumpcja trwały jeszcze z godzinę. Czas jednak leciał, a godzina odjazdu zbliżała się. Niestety, wróciliśmy na stację inną drogą i nie mieliśmy już okazji ujrzeć naszego nowego pancernego przyjaciela. Lord W odprowadził nas pod samiuśki peron i dotrzymał nam towarzystwa aż do czasu, gdy wsiedliśmy do pociągu. Tym oto sposobem - około 19:30 - zakończyły się nasze odwiedziny w „Utapau”, acz przed nami wciąż stało jeszcze jedno zadanie, które zajęło nam czas przez większość podróży do domu. Podczas gdy Roan i Nelani elegancko rozsiedli się w fotelach, Ex, Codix i ja próbowaliśmy między przedziałami rozstrzygnąć zagwozdkę, która narodziła się jeszcze na stacji w Skierniewicach. Zdecydowaliśmy się bowiem kupić bilet w trójkę. Problemem okazało się pytanie jak rozliczyć się finansowo. Przez około godzinę lekcyjną prowadziliśmy fascynujące dywagację, oparte o wyższą matematykę, całki, twierdzenie Pitagorasa i teorię chaosu na poziomie uniwersyteckim, a w ruch poszły kartki, długopisy, kalkulatory w komórkach oraz chłopski rozum. Na te trzy kwadranse z piedestału najważniejszego pytania zleciało „Jaki jest sens życia ?”, a na jego miejsce wskoczyło „To kto w końcu wziął tą złotówkę ?!”. Wreszcie doszliśmy z tym wszystkich do jako takiego ładu (złotówkę wzięła Nelani !), ale oczywiście daliśmy sobie spokój z groszami. Aż tak hardcore'owi nie jesteśmy.
A koniec, jak to koniec, domaga się jakiegoś podsumowania. Zyskaliśmy dziś zaktualizowany obraz najbliższego z naszych bratnich fanklubów. Jak zobaczyliśmy borykają się z nierzadko podobnymi problemami do naszych, acz wciąż działają, a działalność ta trwa już niemal 5 lat. Ich dzisiejsze spotkanie upłynęło pod znakiem gier wszelkiej maści, podczas których najweselej było według mnie na kalamburach, szczególnie gdy w grę wchodziło pokazanie zdania lub cytatu. Myślę, że możemy stąd wysnuć pewne wnioski, mianowicie, przydałoby się zadbać by na spotkaniach ŁFSW pojawiło się więcej gier, ze szczególnym wskazaniem kalambur, zwłaszcza pokazywanych. Uwierzcie, zadajcie komuś hasło „K'kruhk dłubał przy ścigaczu nucąc pieśń żołnierską” i zobaczcie jego minę. Takie rzeczy się później wnukom opowiada ;). Jak słusznie zauważyła Nelani, należałoby się także coś zrobić z tą łódzkofanklubową tendencją do zabierania się za organizację jakichś atrakcji po godzinie od rozpoczęcia spotkania. Skierniewiczanie w kilka chwil po naszym przybyciu szykowali się już do gry. Da się ? Da się, jak widać. ExKaiserowi natomiast bardzo przypadła do gustu panująca na spotkaniu SSFGW wesoła atmosfera i gwar, który z niej wynikał. Pewnie nie on jeden chciałby żeby takiego nastroju było więcej i u nas. Tymczasem, widzę, że Ex posłał na ten temat post na forum. Ja w takim razie skończę już tą z lekka przydługawą relację i zobaczę co tam ciekawego napisał. Moc z wami. Z wami, skierniewiczanie, także :). Katarn
|